Spacerując po Toruniu, łatwo dostrzec, różnego rodzaju, anielskie postacie. Niektóre namalowane na murach domów, inne siedzące w oknach kamienic. Czuwają w witrynach galerii lokalnych artystów, rozkładają skrzydła w logo siatkarskiego klubu. Toruń zasługuje na miano rodzimego „Los Angeles”. Skąd taka tradycja?

W herbie Torunia znajdziemy postać Anioła, który czuwa nad miastem, a w ręku trzyma klucz do jego bram. Jak głosi legenda, na anielskie wsparcie, mieszkańcy miasta mogli liczyć już pod koniec XV wieku. Wówczas, franciszkańskiemu mnichowi, we śnie objawił się posłaniec boży. Przekazał  wiadomość o strasznej karze, która spadnie na mieszczan, za ich haniebne uczynki. Szansą na unikniecie gniewu Suwerena oraz zmieszczenia Grodu, po okrutnej wojnie, była natychmiastowa zmiana postępowania mieszkańców. Anioł, dla uwiarygodnienia swojej wiadomości, pokazywał się wielokrotnie w Toruniu. Winowajcy dali wiarę jego słowom. Okazali skruchę, oddali się pokucie, przestrzegali postu, uczęszczali na codzienne msze. Na dowód swojej skruchy, na dzwonnicy kościoła Św. Janów zawiesili imponujący, 7-tonowy dzwon. Dźwięk Tuba Dei miał przypominać mieszkańcom, aby oddali chwałę Najwyższemu. Na skutek podjętych działań, Toruń uniknął wieszczonej klęski. Anioł natomiast, do dziś pozostał patronem miasta, które będzie bezpieczne tak długo, jak on będzie trzymał klucz do jego bram.

Zainspirowani legendą miejską, lokalni artyści, tworzą kolejne, anielskie dzieła – rzeźby, obrazy, murale. W trakcie zwiedzania, warto zajrzeć do jednej z pracowni i zabrać ze sobą toruńskiego Stróża na szczęście. Niebiańskie stworzenia były inspiracją do aranżacji wnętrza w jednym z apartamentów przy ulicy Mostowej.